Nie trzeba być maklerem ani kończyć studiów ekonomicznych, żeby umiejętnie pomnażać zaskórniaki na rynku kapitałowym. Musimy trzymać się dwóch zasad: dywersyfikacji portfela oraz systematyczności. Oprócz tego należy wystrzegać się nerwowych, panicznych ruchów, ponieważ pośpiech nigdy nie jest dobrym doradcą.
W co możemy ulokować pieniądze? Do wybory mamy wiele rodzajów aktywów, które różnią się stopniem ryzyka i tym samym dochodowością (oczekiwaną/przewidywaną stopą zwrotu) oraz czasem inwestycji. Niekiedy dochodzi też próg wejścia, czyli minimalna kwota, jaką trzeba mieć, żeby zaangażować się w dane przedsięwzięcie.
Do bezpiecznych, czyli obarczonych niemalże zerowym ryzykiem, instrumentów finansowych zalicza się: konta oszczędnościowe, lokaty terminowe, polisy lokacyjne oraz obligacje skarbowe, które przynoszą kilkuprocentowy zysk w skali roku.
Równie małe ryzyko inwestycyjne cechuje produkty strukturyzowane, które dają gwarancję kapitału, lecz nie dają pewności zysku. Innymi słowy: na tego rodzaju aktywach na pewno nie stracimy, ale zarobek nie jest przesądzony, choć w perspektywie wynosi on minimum kilkanaście procent rocznie (lokaty strukturyzowane mają zazwyczaj kilkudziesięciomesięczny okres zapadalności) .
Niskie prawdopodobieństwo straty wiąże się także z funduszami dłużnymi, czyli jednym z rodzajów jednostek uczestnictwa oferowanych przez TFI.
Znacznie bardziej dochodowe są akcje, fundusze inwestycyjne lokujące pieniądze w ryzykowne i skomplikowane produkty, np. instrumenty pochodne, fundusze zagraniczne (choć w ich przypadku występuje ryzyko kursowe - instytucje te prowadzą inwestycje w walutach innych niż złoty).